Choć nie istnieje takie ubezpieczenie, które gwarantuje, że nie zachorujemy to już polisy mające nam wypłacić pieniądze lub w inny sposób pomóc wrócić do zdrowia jak najbardziej są oferowane. O tym rozwiązaniu należy jednak pomyśleć przed zachorowaniem, a ogromna liczba produktów tego nie ułatwia. Co więc konkretnie w tym temacie proponuje polski (i nie tylko) rynek finansowy i czego należy się wystrzegać?
Od tego zacznijmy: Ile potrzeba, gdy się zachoruje?
Nowotwór to choroba bardzo zróżnicowana i nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jaka kwota jest tą, które zagwarantuje dostęp do najskuteczniejszego leczenia. W jednym przypadku będzie to kilka tysięcy złotych, a w innym i milion złotych okaże się niewystarczający. Nie oznacza to, że nie warto się ubezpieczać. Pieniądze w leczeniu nowotworowym przydają się na każdym etapie: od diagnostyki, przez terapię aż po rekonwalescencję. Poza wydatkami choroba jest też często źródłem niezdolności do pracy, powodującej znaczny spadek przychodów gospodarstwa domowego. To sprawia, że dodatkowa pomoc finansowa bardzo pomaga, nawet jeśli samo leczenie jest finansowane przez NFZ. Suma, w którą zwykle celuję jako doradca finansowy to przynajmniej 100 000 zł za wystąpienie nowotworu złośliwego. To kwota, która pozwala bez dodatkowego zewnętrznego finansowania np. rozważać przejście prywatnie wykupionej protonoterapii. Ubezpieczenia oferują jednak znacznie więcej niż tylko wypłata świadczenia pieniężnego.
Co można kupić – rodzaje ubezpieczeń, które pomagają w walce z rakiem
Pierwszym produktem, który wspiera chorego jest abonament lub ubezpieczenie medyczne. Poprzez ułatwienie dostępu do lekarza i badań (laboratoryjnych oraz obrazowych) znacznie przyspiesza diagnostykę. Należy jednak sprawdzić, czy w danym pakiecie jest dostępny onkolog oraz właściwe badania: markery nowotworowe, biopsja, USG, tomografia oraz rezonans. Ubezpieczenia medyczne nie rozwiązują jednak wszystkich kwestii, bo większość z nich nie ma w zakresie właściwego leczenia nowotworu. Te zaś, które w wyższych pakietach to oferują, mają (z naprawdę nielicznymi wyjątkami) ograniczoną listę zabiegów.
Polisa na życie z umową dodatkową od poważnego zachorowania to z kolei klasyczne ubezpieczenie wypłacająca świadczenie pieniężne z tytułu wystąpienia choroby. Większość tego typu polis można zawrzeć w wieku od 0 do 65. r.ż. Wszystkie obejmują wystąpienie nowotworu złośliwego, ale coraz więcej rozszerza ochronę też o łagodny guz mózgu czy nowotwór in-situ. Najlepsze umowy będą również chroniły w przypadku zdiagnozowania stanów nowotworowych o nieokreślonym charakterze, które nie będą spełniały warunków do wypłaty świadczenia w tańszych umowach. Ciekawym dodatkiem do tych umów jest tzw. assistance, czyli pakiet usług, który w praktyce działa jak ubezpieczenie medyczne, ale możliwość jego wykorzystania ogranicza się tylko do sytuacji, w której istnieje podejrzenie nowotworu albo został on już zdiagnozowany.
Ostatnim typem ubezpieczenia od nowotworów jest zyskująca na popularności umowa organizująca i opłacająca proces leczenia za granicą. To najgrubsze „działo” jaki rynek ubezpieczeniowy wytacza w walce z rakiem. Klient dostarcza dokumentację medyczną od swojego onkologa, a towarzystwo zajmuje się wyborem właściwych, renomowanych placówek za granicą, transportem, hospitalizacją, diagnostyką, terapią, ale też opieką po powrocie z leczenia. Limit kosztów to nawet do kilku milionów złotych. Nie bez znaczenia jest też fakt, że tego typu polisy działają już od najwcześniejszej postaci nowotworu czyli dysplazji. Logiczne jest, że towarzystwo chce mieć możliwość rozpoczęcia leczenia klienta na jak najwcześniejszym, a więc potencjalnie najtańszym terapeutycznie, etapie rozwoju choroby. Korzystając z takiego ubezpieczenia nie należy jednak rezygnować z klasycznej polisy ze świadczeniem pieniężnym. Poduszka finansowa dla nas i dla rodziny będzie potrzebna, żeby bez strachu udać się za granicę na leczenie.
Dołącz do nas!
Tu znajdziesz przygotowane specjalnie dla Ciebie darmowe wsparcie w zmaganiach z rakiem!
Czego się wystrzegać w ubezpieczeniach?
Co dyskwalifikuje umowę jako dobre ubezpieczenie? Przede wszystkim niskie sumy ubezpieczenia. Popularne w niektórych „pakietach” kwoty 4 czy 8 tysięcy złotych utoną w morzu potrzeb przy leczeniu. Dodatkowo takie polisy potrafią uśpić czujność klienta, który uznaje, że „ma ubezpieczenie” i nie wnika w szczegóły. Kolejne rozwiązanie, które nie powinno być traktowane jako wystarczające to polisy grupowe – zarówno te w zakładzie pracy jak i wykupywane w formule tzw. grupy otwartej. Są to umowy zawierane na rok, a praktyka pokazuje, że po wystąpieniu choroby ubezpieczyciel nie gwarantuje ich przedłużenia na kolejny okres. Klient zostaje więc w sytuacji choroby, bez ubezpieczenia z tytułu pobytu w szpitalu, operacji i, co smutniejsze, od niezdolności do pracy czy zgonu. Ostatni typ to umowy sprzedawane w uproszczony sposób bez ankiety medycznej. Z reguły będą to polisy bazujące na ryzykach związanych z nieszczęśliwym wypadkiem i uszkodzeniem ciała, a do tych ryzyk nowotwory się nie zaliczają.
Autor: Michał Mazurek – Starszy Regionalny Koordynator Dział Ubezpieczeń na Życie i Ubezpieczeń Zdrowotnych – Phinance S.A.
[email protected]