Zmiany, które dokonały się w ostatnich latach w metodach leczenia nowotworów, w tym raka piersi, to nie tylko nowe, skuteczniejsze terapie, ale również dbanie o komfort pacjentów i pacjentek onkologicznych. W rozmowie z dr n. med. Aleksandrą Konieczną, onkologiem klinicznym z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie przedstawiamy metodę, która zapewnia komfort pacjentkom, ale również skraca czas leczenia i jest mniej obciążającą formą terapii. O swoich doświadczeniach opowiada również Aleksandra Dryzner, pacjentka onkologiczna.
Obejrzyj rozmowę na naszym YouTubie:
Spis treści:
- Czym jest podskórne leczenie raka piersi?
- W trosce o komfort pacjentów
- Przebieg leczenia
- Reakcje niepożądane
- Jak długo trwa leczenie?
- Zalety podskórnego leczenia raka piersi
- Jak się przygotować na leczenie podskórne?
- Doświadczenie pacjentki
Dołącz do nas!
Tu znajdziesz przygotowane specjalnie dla Ciebie darmowe wsparcie w zmaganiach z rakiem!
Czym jest podskórne leczenie raka piersi?
Podania podskórne to dość szczególna metoda leczenia raka piersi. Co to za metoda i czym się różni od innych form terapii?
Mamy w onkologii dostępne leki, które możemy podawać w formie podskórnej, a nie w terapii dożylnej. Jest to ta sama substancja czynna, co w podaniu dożylnym. Metoda, podskórna jest szybsza, jest bardziej wygodna dla pacjenta. Polega na wstrzyknięciu podskórnym leku i najczęściej w udo, czyli w tkankę, gdzie mamy dużo tkanki podskórnej.
Dla kogo jest ta metoda i czy dotyczy tylko jednego podtypu raka piersi? Czy trzeba spełniać jakieś określone warunki w wieku stanu zdrowia?
Jest to metoda dla pacjentek, które mają rozpoznanego HER2-dodatniego raka piersi. Aktualnie mamy dwa leki, które możemy podawać w formie podskórnej zamiast dożylnej. Żeby pacjentka mogła otrzymać taką terapię, to oczywiście nie może być przeciwwskazań, a jest ich bardzo mało. Jeżeli już w ogóle kwalifikujemy chorą do takiego leczenia, to zazwyczaj spełnia zarówno warunki wejścia do programu lekowego i warunki dla formy dożylnej podskórnej. Przede wszystkim pacjent czy pacjentka musi mieć rozpoznanego HER2-dodatniego raka piersi, czy to zaawansowanego, czy wczesnego. W obu przypadkach jest dostępna taka metoda leczenia. Po drugie, musi spełniać tak zwany kryteria wejścia do programu lekowego, bo są to leki podawane właśnie w programie lekowym.
Kwalifikacja do programu odbywa się poza udziałem pacjentki czy pacjenta, ale czy pacjenci są włączani w decyzyjność co do metody leczenia?
Myślę, że pacjent powinien być włączony w te decyzje. Jeżeli mamy dwie opcje podania, czy dożylnego, czy podskórnego, to ja swoje pacjentki o nich informuję i pytam, którą wersję wybierają. Część pacjentek uważa, że jeżeli już dostają na przykład chemioterapię dożylną, to jedna kroplówka więcej to dla nich żadna różnica. Dożylną metodę wybieramy też dla pacjentki, która np. nie kwalifikuje się do programu lekowego i musi dostawać formę dożylną. Natomiast zdecydowana większość chorych pacjentek wybiera jednak terapię podskórną, ponieważ jest ona przede wszystkim szybsza.
Dlaczego zastrzyk, a nie podanie dożylne?
Zalety są dla obu stron, również dla lekarza i systemu opieki zdrowotnej. Skąd się w ogóle wziął ten pomysł, żeby szukać innych metod podawania leków?
Myślę, że właśnie wziął się stąd, żeby usprawnić całe postępowanie, cały schemat funkcjonowania. Gdy pacjent przychodzi na leczenie, musi iść do oddziału chemioterapii dziennej, czy do kliniki, żeby dostać odpowiednie leczenie. Tutaj czas gra rolę i angażuje personel medyczny. Warto szukać opcji, w których pacjent może jak najkrócej przebywać w ośrodku zdrowia. To poprawia komfort życia. Jeżeli chodzi o skuteczność, to jest to ten sam lek, o takiej samej skuteczności. Musimy pamiętać, że forma podania nie wpływa na to, że jeden lek jest lepszy, gdy podajemy go podskórnie, a gorszy, gdy dożylnie.
W trosce o komfort pacjentów
To już ten etap w medycynie, kiedy możemy się zainteresować nie tylko nowym lekiem czy terapią, ale również usprawnić, optymalizować sposób leczenia.
Oczywiście, a opcje podskórne są znane nie tylko z onkologii. Są też stosowane w innych jednostkach chorobowych. Na przykład w chorobach autoimmunologicznych poddaje się leki w formie podskórnej. Takie leki może pacjent nawet przyjmować sam w domu, gdy jest odpowiednio przeszkolony. Pielęgniarka środowiskowa może przychodzić i podawać taki lek w domu. To usprawnia system i poprawia jakość życia pacjenta. Poczucie choroby jest o wiele mniejsze. Na pewno jest to przyszłość leczenia, jeżeli będzie można część leków pozamieniać na takie szybsze, podskórne iniekcje.
Czy metoda podskórnego leczenia jest zależna od stopnia zaawansowania choroby? Pacjentki po kilku liniach leczenia czują się obciążone, zmęczone, czy to dojazdami do szpitala, czy samymi procedurami medycznymi.
Jeżeli chodzi o raka piersi, to mamy dwa dostępne leki do iniekcji podskórnej. Są to dwie substancje, które stosujemy w raku HER2-dodatnim. Możemy je stosować w raku wczesnym, ale i w raku zaawansowanym, również w kolejnych liniach leczenia. Najczęściej stosujemy je łącznie, więc jest to opcja terapeutyczna, zarówno dla pań, u których walczymy o wyleczenie, jak i u pań, które leczymy przewlekle oczywiście na odpowiednim etapie leczenia.
Podskórne leczenie raka piersi: przebieg leczenia
Pacjentka dostaje decyzję lub podejmuje ją wspólnie z lekarzem, że te metody podskórne będą włączone do jej terapii. Co dzieje się dalej?
Dalej taka pacjentka jest kwalifikowana do programu lekowego, oczywiście rozpisujemy odpowiednio leczenie. Dawka podań jest taka sama dla każdej pacjentki, która jest zakwalifikowana do leczenia podskórnego. Dożylny lek podajemy w zależności np. od masy ciała. W formie podskórnej jest jedna dawka. Zawsze jest dawka nasycająca, pierwsza jest większa, a następnie to tak zwane dawki podtrzymujące. Takie leczenie zawsze jest co trzy tygodnie. Pacjentka idzie po prostu na oddział chemioterapii dziennej i tam otrzymuje iniekcję.
Po takim zastosowaniu leczenia zawsze jest obserwacja i następnie pacjentka może się już udać do domu. Nie ma obciążenia żył, nie ma wenflonów, nie ma kucia. Dla niektórych pacjentek jest to kluczowe, bo na przykład boją się wenflonów, albo już mają uraz, bo od ciągłego podawania leczenia dożylnie, żyły się zmieniają. Bywają problemy z wkłuciem. Nie każda pacjentka może mieć założony port. Podskórne podanie na pewno jest fantastyczną opcją, żeby pacjentka jak najmniej czuła się chora.
Reakcje niepożądane
Czy są sytuacje, gdy pacjentka jest zatrzymana na oddziale na trochę dłużej?
Czasami tak jest. My dostajemy informacje, czy to z oddziału chemioterapii dziennej, czy z naszej kliniki, gdzie też podajemy leczenie, że na przykład były jakieś powikłania wlewu, czy powikłania pod kątem złej tolerancji. Na przykład coś się pacjentce działo podczas samego podawania albo chwilę po, gdzie możemy podejrzewać jakąś reakcję alergiczną. Po odpowiednim zabezpieczeniu takiej pacjentki w różne leki, jeżeli są wskazania, proponujemy pozostanie w szpitalu do następnego dnia, byśmy mogli ją poobserwować. Czasami są to reakcje wczesne, czyli zaraz przy podawaniu leku, ale są też reakcje opóźnione. Może się okazać, że pacjentkę wypisujemy, a będzie miała kolejną reakcję alergiczną już w domu, gdzie nie będzie dostępu do personelu lekarskiego czy pielęgniarskiego. Jeżeli są wskazania, to jak najbardziej proponujemy hospitalizację do następnego dnia, żebyśmy mogli chorą poobserwować.
Czy te reakcje, na przykład alergiczne, pojawiają się później, niż po jednym podaniu?
Potrafią się niestety pojawić gdzieś w kolejnych dniach leczenia. Mogą wystąpić na przykład nie po pierwszym podaniu, tylko po piątym, szóstym. Zawsze jesteśmy wyczuleni i zawsze jest uważność też pacjentki na reakcje. Pacjentki są zawsze informowane przez personel, żeby zwracały na to uwagę, czy się coś dzieje podczas podawania leczenia. Tak, reakcja nie zawsze jest zaraz po i tylko po jednym pierwszym podaniu.
Reakcje alergiczne, które się pojawiają, nie wykluczają z dalszego schematu leczenia?
Tak, oczywiście, jeżeli to nie były ciężkie reakcje alergiczne, czyli nie był to typowy wstrząs anafilaktyczny. Z odpowiednio większą obstawą przeciwalergiczną możemy to leczenie kontynuować. Zawsze dajemy jakąś premedykację. Nie trzeba się obawiać zgłaszania tych reakcji w obawie, że nie dostanę leczenia, że będzie mi zabrane.
Jak długo trwa leczenie? Co po nim?
Podajemy co trzy tygodnie, ale jak długo trwa leczenie?
To zależy, na jakim etapie choroby podajemy leczenie. Jeżeli jest to rak wczesny i jest to leczenie raka HER2-dodatniego, to tam zawsze jest sześć podań przed operacją. Później, w zależności od odpowiedzi, jest do osiemnastu podań leku. W sumie to około roku leczenia. Podania co trzy tygodnie. Na początku jest z chemioterapią, potem leczenie samodzielne. Natomiast jeżeli mamy raka zaawansowanego, to tutaj leczenie trwa tak naprawdę dopóty, dopóki ono działa. Dopóki możemy dalej leczyć.
Co po zakończonym leczeniu? Czy jeszcze jest jakaś terapia wspomagająca? Czy już po prostu uznajemy, że rak wyleczony, lek poskutkował, zadziałał?
To też zależy, bo kontekst musi być szerszy. Jeżeli mamy pacjentkę z rakiem HER2-dodatnim, ale hormonozależnym i na przykład jest to rak wczesny, to po zakończeniu podawania leku, trwa hormonoterapia. Pacjentka otrzymuje leczenie przez kolejne lata, ale w pewnym momencie uznajemy, że to już jest koniec leczenia, pacjentka pozostaje w obserwacji. Natomiast jeżeli chodzi o chorobę zaawansowaną, to leczymy cały czas. Kontrolujemy oczywiście odpowiedź co trzy miesiące w tomografiach. Kontrolujemy też czynność serca, bo leki mogą wpływać na funkcjonowanie mięśnia serca.
Zalety podskórnego leczenia raka piersi
Niebywałą zaletą jest czas trwania terapii, czyli przeznaczenie jednego dnia na podanie leku, a nie długotrwały pobyt w szpitalu. Jakie są jeszcze inne zalety podskórnego podania leku w porównaniu z innymi metodami?
Myślę, że czas przede wszystkim, ale też mniejsze zaangażowanie personelu medycznego. Kolokwialnie mówiąc, możemy przyjąć więcej chorych, czyli zabezpieczyć leczenie większej liczbie pacjentów. Niestety szpitale onkologiczne są przeładowane, a personel nie przybywa tak szybko. Możemy pomóc większej liczbie chorych. Na pewno jest to dla pacjentek lepsza metoda pod względem psychicznym, łatwiejsza “do wytrzymania”, jeśli chodzi o leczenie ciągłe. Mówi się o przychodzeniu co 3 tygodnie, ale ten czas mija bardzo szybko.
Ta terapia trwa rok, więc pacjentki najczęściej chodzą już do pracy i już czują się zdrowe, a muszą cały czas przychodzić na onkologię. Jeśli więc to jest krótkie podanie, krótka wizyta i nie muszą mieć nakłuwanych żył obwodowych, zostawionego wenflonu, nie ma długiego siedzenia i oczekiwania w oddziałach chemioterapii dziennej, to też usprawnia ich całe życie i funkcjonowanie. To są takie najważniejsze pozytywy tego leczenia podskórnego. Myślę, że negatywów czy jakichś wad jest bardzo, bardzo mało. To co jest troszkę inne niż w leczeniu dożylnym, to może się zrobić odczyn miejscowy, bo jest to jednak nakłucie i skóra może zareagować. Jest to tak naprawdę przejściowe i mało poważne powikłanie i najczęściej przemijające. Jeżeli chodzi o tę formę leczenia, jest zdecydowanie więcej plusów niż jakichkolwiek minusów.
„Wpadnę na zastrzyk i lecę”
Jak bardzo ten komfort i poczucie tego, że jestem tutaj na chwilę, wpływa na proces zdrowienia? Czy to widać po pacjentkach, że trochę łagodniej podchodzą do powrotu do szpitala, chociażby na ten jeden dzień?
Tak myślę, że jak najbardziej, bo one same mówią: “O to, wpadnę na zastrzyk i lecę”. Dla pacjentek to jest jakiś mały przerywnik, epizod w ich codzienności. Mogą się “wyrwać” z pracy, czy przyjść pomiędzy spotkaniami. Czują się pewnie, że dalej są leczone, że coś je jeszcze chroni przed nawrotem choroby. Bo najgorszy jest moment, gdy my mówimy: “To już jest koniec. Wszystko dałyśmy, można żyć, jakby tej choroby nie było”. To jest najgorszy moment, bo dopóki sprawujemy tę opiekę, coś podajemy, to pacjentka ma poczucie, że coś hamuje nawrót choroby i ktoś to kontroluje.
Inaczej niż w chemioterapii
Szybki zastrzyk bardzo dobrze wpływa na to poczucie sprawczości, ale nie obciąża pacjentki wizją wlewu, co się kojarzy najczęściej z chemioterapią. Lek celowany to nie jest chemia, włosy odrosną, nie będzie skutków ubocznych. Forma podskórna nie kojarzy się z chemioterapią, tylko z zastrzykiem mało działającym negatywnie na organizm, jak chemioterapia. Myślę, że to jest najważniejsze. Wspomnę też o tym, że to są o wiele mniejsze koszty ekonomiczne. Możemy minimalizować czas przebywania pacjenta w szpitalu i zaangażowania personelu medycznego. To ogromny plus dla systemu.
Jak się przygotować na leczenie podskórne?
Z perspektywy onkologa, czy jest coś, na co pacjentki powinny się przygotować przed pierwszą wizytą?
Tak naprawdę nie ma jakichś ścisłych zaleceń, co pacjentka powinna zrobić przed taką wizytą, przed podaniem leku. Na pewno warto dbać o to, żeby skóra w miejscu podawania (najczęściej jest to naprzemiennie udo), nie była podrażniona, żeby nie było tam stanów zapalnych. Na pewno jeżeli podajemy lek na skórę, w której się coś dzieje, w której jest jakiś proces zapalny, to możemy wywołać jakieś działanie niepożądane, miejscowe.
Jak warto dbać o miejsca tego podania? Czy nie wystawiać na światło słoneczne, czy używać kremów, dbać o to, żeby skóra nie była przesuszona?
Myślę, że z tego wszystkiego to tylko nie wystawiać się nadmiernie na światło słoneczne, bo ono też podrażnia. Opalenizna jest tak naprawdę obroną naszej skóry, a nie tylko pięknie wyglądającym, brązowym kolorem. Na pewno w ogóle w trakcie leczenia onkologicznego radzimy unikać słońca w nadmiarze, stosować odpowiednie filtry, żeby skóra nie była podrażniona. Zawsze podczas leczenia onkologicznego skóra się zmienia.
Jaka jest przyszłość tych nowoczesnych terapii?
Zmiana z podawania dożylnego na podskórną, czy na tabletkową formę, to przyszłość onkologii. Już nie tylko leki celowane są w formie podskórnej, immunoterapia też jest w formie podskórnej. Wszystko więc dąży do tego, żeby obciążenie pacjenta chorobą było jak najmniejsze, żebyśmy mogli leczenie przenieść do ambulatorium czy w przyszłości może nawet do warunków domowych. Już pandemia pokazała, przed jakimi ogromnymi wyzwaniami możemy stać, jeżeli mamy pacjenta, którego leczymy przewlekle, a nagle wszystko się zamyka.
Podskórne leczenie raka piersi: doświadczenia pacjentki onkologicznej
Komentarz Aleksandry Dryzner, pacjentki onkologicznej.
Jestem pacjentką, która korzystała z podskórnej metody leczenia raka piersi. Już kończyłam chemioterapię, gdy doszedł lek podawany podskórnie. Później w ogóle chemioterapia się skończyła i zostałam na samym leku. To był właśnie ten moment, gdy moja lekarka powiedziała, że mam szczęście, bo mogę dostawać lek w formie podskórnej, czyli w zastrzyku, co będzie trwało krócej.
Miałam pewne obawy, bałam się bólu, bałam się, że ten zastrzyk będzie bolał. Wcześniej do chemioterapii miałam założony port, więc co do zastrzyku miałam trochę obaw. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, ponieważ było to leczenie o wiele wygodniejsze.
Wyglądało to tak, że ja po prostu dostawałam zastrzyk w udo. Był bardzo powoli podawany i wtedy był bezbolesny. Trwało to kilka minut, a wlewy trwały gdzieś około godziny.
Dzięki temu, że to był lek w zastrzyku, ja już nie traktowałam tego jako główne leczenie, to dla mnie to było leczenie uzupełniające, podawane co trzy tygodnie. Z mojej perspektywy, to było tak, że wpadałam do szpitala, dostawałam zastrzyk i wracałam do swojego życia.
Organizacyjnie było łatwo. Miałam wtedy małe dziecko, więc mogłam więcej czasu spędzić z córką. W międzyczasie wróciłam do pracy, więc leczenie było o wiele łatwiejsze do pogodzenia z pracą, z moimi obowiązkami zawodowymi. Dało mi to naprawdę duży komfort życia, ale chyba najważniejszą kwestią, była taka kwestia psychiczna, psychologiczna. Dzięki temu coraz mniej się czułam pacjentką onkologiczną. Czułam, że główny rozdział leczenia mam już zamknięty, jeśli chodzi o leczenie onkologiczne. Miałam poczucie, że już naprawdę, tak w pełni wracam do życia, mimo że przecież była to bardzo istotna część leczenia, wręcz kluczowa na mój podtyp nowotworu.
Jeśli mogę dać jakieś rady pacjentkom, które rozpoczynają swoje leczenie, to chyba takie, żeby być otwartym na wiedzę. Warto być świadomym pacjentem, szukać informacji, rozumieć, dlaczego jest takie leczenie, a nie inne. To pozwala też rozmawiać z lekarzem, zadawać pytania.
Bardzo zachęcam do tego, żeby pytać. Może jest jakaś wygodniejsza forma podania, niż wlew? Czy jest w ogóle jakaś alternatywa? Wiedza powoduje, że mamy trochę mniej obaw, możemy sobie wyobrazić, jak coś będzie wyglądało. Dlatego zachęcam naprawdę wszystkich, żeby być takim pacjentem ciekawym procesu, dociekliwym, starającym się zrozumieć swoją chorobę i to leczenie.
Obserwuję, jak zmienia się medycyna w przeciągu tych lat, od kiedy ja miałam leczenie, jak postęp jest coraz większy. Bardzo mnie to cieszy, bo mam poczucie, że leczenie onkologiczne coraz częściej może się dziać obok prawdziwego życia pacjentki. To nie jest już taki moment, że w zasadzie mamy pół roku czy nawet rok leczenia i czas wyjęty z życia. Mam nadzieję, że będzie coraz więcej takich możliwości, żeby leczenie było w formie takiego podskórnego podania. Bardzo bym chciała, żeby jak najwięcej pacjentów i też osoby ich wspierające miało wiedzę o swoich opcjach, jeśli chodzi o leczenie.
Po więcej rozmów z ekspertami zapraszamy na nasz kanał YouTube oraz do Bazy Wiedzy o Raku.








