Historia Dawida Wolskiego opowiada o doświadczeniu choroby nowotworowej i prawie rocznej przerwy w zatrudnieniu w związku z leczeniem. Dawid podzielił się nią podczas webinaru Fundacji Alivia “Mam raka, wracam do pracy”.
Historia Dawida Wolskiego
Mam na imię Dawid. Ponad 32 lata pracuję w sprzedaży, od trzech lat dodatkowo mam dodatkową pasję – sztuczną inteligencję. Od dwóch lat, od 2024 roku, zmagam się z rakiem. Nowotwór szyi i głowy, leczenie w Narodowym Instytucie Onkologii. Leczenie na szczęście już za mną i wróciłem do pracy. Mam żonę, trójkę dzieci, koty.
Jak wyglądała moja historia? 2 lata temu dostałem błędną diagnozę, więc 9 miesięcy żyłem w błogiej nieświadomości choroby. Potem, po operacji i okazało się, że mam raka złośliwego z przerzutami. Przeżyłem lekki szok. Myślę, że to tak, jak każdy z nas, kiedy słyszymy diagnozę „rak” i to dotyczy nas albo kogoś z naszych bliskich. U mnie ten szok nie trwał długo. W zasadzie już tego samego dnia przestawiłem swoje priorytety: z pracy, planów sprzedażowych i tego, czym żyłem na co dzień na nowy cel: zwalczyć raka.
Wsparcie od najbliższych i od pracodawcy
Ważne było dla mnie to, że nie byłem w tej walce sam. Przyjaciele, rodzina, osoby, na które mogłem liczyć, bardzo mi pomogły. Pomógł mi też mój pracodawca. Wiem, że nie wszyscy mają taki komfort, że pracują w firmie, której ludzie wspierają nas w trudnych sytuacjach. Natomiast po diagnozie zastanawiałem się co zrobić i poszedłem ścieżką, która okazała się dla mnie bardzo dobra. Mój szef wiedział, co się ze mną dzieje. Powiedziałem, że mam raka, jaki jest plan leczenia, ile mnie może nie być. Byłem trochę zbytnim optymistą, jak się później okazało, ale faktycznie chciałem wrócić do pracy jak najszybciej. Ostatecznie nie było mnie około 11 miesięcy, od października 2024 do września 2025. Później jeszcze wykorzystałem około miesiąca zaległego urlopu, co też dodało mi pewnej siły i pomogło w sprawnym powrocie do pracy.
Od początku byłem szczery i mówiłem wprost – może bez szczegółów, ale mówiłem co się ze mną dzieje, z czym się mierzę. Na początku, mimo propozycji pewnej pomocy, chciałem sam załatwić różne sprawy i poradzić sobie z moimi problemami. Jednak kiedy jedna z koleżanek z pracy zadzwoniła do mnie z upomnieniem, mówiąc z pewnymi pretensjami: „Dlaczego nie zadzwoniłem do X, przecież wiem, że ona zna jakiegoś lekarza i zawsze warto skonsultować”, zaczęło do mnie docierać, że tak naprawdę nie jestem w tej sytuacji sam. Rodzina, przyjaciele, ale także koleżanki, koledzy z pracy chcą i są w stanie mi pomóc. Kiedy to zrozumiałem – że prośba, proszenie o pomoc nie jest jakimś tchórzostwem czy deklaracją „nie poradzę sobie sam”, tylko zwykłym ludzkim działaniem i otwarciem się na chęć pomocy, którą chce nam nieść nasze otoczenie, to też mi bardzo, bardzo pomogło.
Ludzie, którzy nas otaczają, chcą pomagać. Nie zawsze wiedzą, jak to zaproponować, co powiedzieć, ale od nas zależy czy po tę otwartość sięgniemy i czy zechcemy z niej skorzystać. Spotkałem się naprawdę z dużym zrozumieniem i to dodało mi sił też w powrocie do pracy. Myślę, że dla mojego szefa było ważne też to, że nie musi się domyślać, co się ze mną dzieje, czy “ukrywam się” gdzieś na L4, bo może szukam innej pracy. Nie dałem takiego pola do domysłów. Myślę, że to też ułatwiło mi powrót po wielu miesiącach do pracy na stanowisko, które zajmowałem wcześniej.
Dołącz do nas!
Tu znajdziesz przygotowane specjalnie dla Ciebie darmowe wsparcie w zmaganiach z rakiem!
Obawy przed powrotem do pracy
Przechodziły mi przez głowę pewne obawy. Byłem w szpitalu, w hoteliku przyszpitalnym, na leczeniu ponad dwa miesiące. Założyłem sobie, że po miesiącu, dwóch wrócę… Ci z was, którzy przechodzą to, co ja przeszedłem, wiedzą, że to jest głupota, ale no ja tak myślałem, że po miesiącu, po dwóch wrócę do pracy. Oczywiście okazało się to niemożliwe. Natomiast okazało się, że po 182 dniach L4 przechodzę na świadczenie rehabilitacyjne. Miałem świadomość, że pracodawca po tych dziewięciu miesiącach może rozwiązać ze mną umowę o pracę. Nie spodziewałem się tego, ale oczywiście człowiek obawia się wielu rzeczy.
Przystąpiłem do walki z rakiem w całkiem dobrej kondycji psychofizycznej. Jednak kiedy już zakończyłem leczenie, przyszedł kryzys. Być może też się spotkaliście z takimi sytuacjami, że właśnie nie choroba, nie sama walka, ta adrenalina, która nas napędza, ale powrót już do życia po tej walce, był dla mnie bardzo trudnym momentem. Żeby wrócić do pracy, do pełni sił, skorzystałem z pomocy psychoonkologa, rehabilitantów. Z rehabilitacji korzystam do dzisiaj. Wziąłem urlop, który proponował mi mój szef i cieszę się, że go wykorzystałem, bo to też dało mi pewien dystans i jeszcze większą możliwość lepszego przygotowania się do powrotu do pracy.
Szukaj wsparcia
Zacząłem uczestniczyć w grupach wsparcia. Uczestniczyłem w spotkaniach Amazonek, Lucynek, w Gorzowie jest „Męska Rzecz”. Jest nas tam dwóch, mam nadzieję, że z czasem będzie nas więcej. Faceci nie mają problemów, nie chorują, a na pewno o swoich problemach i chorobach nie rozmawiają. Także cieszę się, że w tych grupach jestem. Mogę się dzielić swoim doświadczeniem i uczymy się różnych rzeczy od siebie nawzajem.
Jeżeli jesteście na spotkaniach takich jak webinary dla pacjentów, to jest wasz duży sukces, bo macie świadomość, szukacie wsparcia i pomocy. Fundacja Alivia jest jednym z miejsc, które tę pomoc oferują.
W depresji różne myśli mi przychodziły do głowy. To, że mój pracodawca, mój szef cały czas powtarzał: „Dawid, czekamy na ciebie”, bardzo mi pomogło. Zdejmowało mi po prostu jeden problem z głowy. Powrót – tak jak mówi o tym między innymi Donata Hermann – to nie jest jeden moment, to jest proces. Nie wracamy w 100% od razu. Warto skorzystać z możliwości, uprawnień, które mamy. Wspominam o tym w moim e-booku. Jeżeli macie problem z komunikacją ze swoim pracodawcą, możecie mu podesłać link albo tego e-booka, wskazać strony 63-65 i zachęcić do tego, żeby szef, szefowa zapoznali się z perspektywą osoby chorującej. Zajmuję się w życiu również rekrutacją. Przeprowadziłem setki rozmów rekrutacyjnych i mam świadomość, jak to wygląda z jednej i z drugiej strony: i pracownika, i pracodawcy.
Na jakich zasadach wrócić do pracy po leczeniu?
Pewnymi refleksjami dzielę się też z wami dzisiaj, czy w moich publikacjach. Wracając do pracy, będziemy mieli gonitwę myśli. Warto je sobie spisać na kartce. U mnie to było kilka kartek, które zapisałem, które przerodziły się właśnie w e-booka. Można pisać sobie pamiętnik lub w innej formie dać ujście swoim myślom. Żeby to pomogło nam też psychicznie w przygotowaniu się do powrotu. Możemy dzielić się swoim doświadczeniem z innymi. To też może nadać sens temu, co przechodzimy bądź co przeszliśmy.
Warto ustalić z szefem pewne zasady: w jakim tempie, jak stopniowo będziemy wracać do pracy. Mamy prawo korzystać z przywilejów i korzystajmy z nich. Naszym priorytetem jest zdrowie. Priorytetem naszej firmy, do której wrócimy, jeśli będziemy mieli ku temu okazję, także jest nasze zdrowie. Zdrowy, silny pracownik z doświadczeniem jest wartością nie do przecenienia w dzisiejszej rzeczywistości. Pracodawca, nie ukrywajmy, też ma pewne korzyści z naszego powrotu. Ja mam znaczny stopień niepełnosprawności. Mój pracodawca ma z tego tytułu podobno jakieś 2400 zł z PFRON-u. My korzystając, wracając do pracy, wnosimy pewną wartość.
Podsumowanie
Nie znikajmy, utrzymujmy kontakt w miarę naszych możliwości z pracodawcą, korzystajmy ze wsparcia i wracajmy stopniowo fizycznie i psychicznie. Zróbcie sobie ćwiczenie proponowane przez Natalię. Przygotujcie sobie dwa, trzy zdania na temat naszej przerwy, jeżeli szukamy innej pracy – bardzo, bardzo mądra rada.

Dawid Wolski
Menedżer z ponad 30-letnim doświadczeniem zawodowym oraz autor e-booka „Jak pokonać raka i wrócić do życia”. Po leczeniu onkologicznym raka głowy i szyi dzieli się praktycznym doświadczeniem dotyczącym rozmowy o chorobie w życiu i pracy, relacji zawodowych i prywatnych oraz stopniowego powrotu do aktywności zawodowej.
Projekt „Mam raka, wracam do pracy” dofinansowuje Fundacja Polska Liga Walki z Rakiem.







