Badanie kontrolne po operacji glejaka to dla większości pacjentów bardzo istotna kwestia. Artur Sypytkowski opowiada o tym, jak wyglądał u niego monitoring po resekcji guza oraz dlaczego zdecydował się na udział w badaniach klinicznych.
Czysty rezonans
30 kwietnia 2026 r. po roku od zachorowania miałem wykonany kontrolny rezonans. Badanie nie wykazało zmian w mózgu. Niemal dokładnie rok wcześniej, 29 kwietnia 2025 r., z pracy zabrała mnie karetka, ponieważ miałem zaburzenia widzenia, silne bóle głowy, wysokie ciśnienie.
Operacja guza mózgu
Po długim czasie oczekiwania spędzonym na SOR-ze wykonano mi tomografię, na której pojawił się guz. Wtedy było tylko tyle wiadomo, że jest to guz. Następnego dnia miałem wykonany rezonans. Po tym badaniu neurolog już podejrzewał, że to może być glejak. O tym została poinformowana moja żona, nie ja – mi tego oszczędzono.
Zostałem przyjęty do szpitala na ul. Stępińskiej w Warszawie. Tam nie wykonywano operacji, więc moje dokumenty wraz z rezonansem zostały przekazane do szpitala MSWiA. Konsylium podjęło decyzję, że odbędzie się operacja, ponieważ guz jest operacyjny. Odbyła się 9 maja 2025 r.
Po operacji czułem się dobrze, glejaka już nie było. Spodziewałem się, że operacja zamknie temat. Był guz, nie ma guza. Myślałem, że to koniec tej przygody, że wrócę do swojego życia i będę żył dalej tak, jak żyłem do tej pory. Operację miałem w piątek, a w poniedziałek już byłem w domu. Nie było żadnych powikłań, wszystko poszło sprawnie, szybko i byłem pełen optymizmu.
Diagnoza: glejak i dalsze leczenie
Po czterech tygodniach przyszły wyniki badań histopatologicznych. Tam pojawiła się diagnoza: glejak wielopostaciowy czwartego stopnia. Miałem spotkanie z lekarzem. Zostałem skierowany na radioterapię, właściwie do radioterapeuty, który przygotowywał mnie do samej radioterapii. Miałem wykonaną maskę, zrobioną jeszcze na tomografię. Nałożono obraz tomografu na rezonans i na tej podstawie przygotowano mi maskę do radioterapii. Na początku lipca rozpocząłem sześciotygodniową radioterapię połączoną z chemioterapią. Na szczęście w miarę dobrze ją znosiłem, na tyle dobrze, że byłem w stanie dojeżdżać codziennie samodzielnie.
Dołącz do nas!
Tu znajdziesz przygotowane specjalnie dla Ciebie darmowe wsparcie w zmaganiach z rakiem!
Zanim rozpocząłem radiochemioterapię, pierwsze dwa tygodnie przeleżałem w domu, płacząc w poduszkę. Byłem pewien, że to jest dla mnie koniec wszystkiego, że nie dożyję świąt, nie dożyję 18. urodzin córki. Jadłem kilogramami truskawki, maliny, borówki, żeby jeszcze się nacieszyć ich smakiem. Pokazały się wszystkie emocje jeszcze sprzed operacji i strach. Szpital, operacja, igły to była dla mnie jakaś abstrakcja do tej pory. Nigdy wcześniej nie byłem w szpitalu.
Podczas samej radiochemioterapii wszystko było raczej okej, natomiast po zakończeniu leczenia, tego etapu, wystąpiły skutki uboczne. Bardzo dużo spałem, wszystko mnie bolało, każdy mięsień, każdy staw, miałem nudności, prawie nic nie jadłem. Radioterapia była tylko w dni powszednie od poniedziałku do piątku. Natomiast chemioterapia była podawana w tabletkach, więc mogłem przyjąć ją w domu, codziennie przez sześć tygodni. Mimo zmęczenia starałem się nie rezygnować ze spacerów, chociażby z psem, choć nie zawsze się dało, m.in. z powodu bólu stawów. Bywały dni, że po prostu leżałem albo spałem cały dzień. Nawet nie wstawałem z łóżka. Schudłem około 10 kg w ciągu tych sześciu tygodni.
Ten etap leczenia jest ciężki, ale warto się “spiąć” i przez nie przejść, ponieważ potem już jest łatwiej. W większości przypadków te dolegliwości ustąpiły. Zmagam się jeszcze z bólem stawu, ramienia, leczę to akurat akupunkturą.
Badania kliniczne
W tej chwili biorę udział w badaniach klinicznych. Zanim się dostałem do tych badań klinicznych, odbyłem dziesiątki podróży do różnych ośrodków w Polsce i za granicą. Miałem masę konsultacji. Co mnie skłoniło do szukania badań klinicznych? Od kilkudziesięciu lat w Polsce jest ten sam schemat leczenia glejaków, nic się nie zmieniło. Odbywając podróże po różnych ośrodkach w Europie i po Polsce, dowiedziałem się, że jest kilka innych możliwości, że są badania kliniczne, które dają możliwość przetestowania innych nowszych form terapii, dają szansę, nadzieję na lepsze jutro.
Zaczęliśmy z żoną szukać ośrodków, które prowadzą badania kliniczne. Zebraliśmy całą dokumentację, wszystkie rezonanse, tomografie sprzed operacji, po zabiegu, wypisy ze szpitali. Pakiet takich dokumentów wysyłaliśmy do różnych ośrodków leczenia glejaka. Odezwał się ośrodek w Bydgoszczy, profesor Maciej Harat. To też pobudziło we mnie większą wolę życia, że mogę działać dalej. Nawet samo wysyłanie dokumentów, mailowanie ze szpitalami, z neurochirurgami, z onkologami, z radioterapeutami, dawało mi poczucie, że działam, że nie leżę i nie czekam, aż coś się samo stanie. To ja decyduję, do kogo się odezwać i nie poddaję się.
Kwalifikacja do badań też zajęła trochę czasu, bo trzeba było wykonać dodatkowe badania, na przykład badania molekularne guza. Te dodatkowe badania warto wykonać, ponieważ one się na pewno przydadzą, czy to do badań klinicznych, czy do terapii za granicą. W mojej korespondencji z innymi ośrodkami w Europie często padały pytania o badania molekularne. Poza tym musiałem być po prostu w dobrej formie fizycznej i psychicznej.
Uczestniczę w badaniu klinicznym od 29 grudnia 2025 r., kiedy przyjąłem pierwszą dawkę leku. Od 5 stycznia 2026 r. noszę urządzenie Optune, które ma na celu rozbijać komórki nowotworowe, które chciałyby się ewentualnie dzielić i mnożyć w mojej głowie. To urządzenie wytwarza pola elektryczne o niskiej częstotliwości i właśnie w ten sposób działa na te konkretne komórki. Urządzenie noszę ze sobą cały czas. Zalecenie jest takie, żeby korzystać z tego urządzenia co najmniej przez 18 godzin na dobę. Ja sobie wypracowałem taki schemat, że przez dwie pełne doby noszę to urządzenie, a trzeciego dnia robię przerwę około 6-godzinną. Wtedy mam czas na ogolenie głowy, zadbanie o plastry, kremowanie i oliwkowanie skóry, ponieważ jeżeli noszę plastry, robią się drobne rany. Badanie docelowo trwa 24 miesiące. Mam nadzieję, że mój stan ogólny organizmu pomoże mi tę terapię dokończyć.
Strach przed wynikami badań kontrolnych
Wizyty w ośrodku odbywam co 3 tygodnie. Podczas każdej wizyty mam pobieraną krew, żeby sprawdzić, czy mogę przyjąć kolejną dawkę chemioterapii. Co 9 tygodni mam kontrolny rezonans.
Czy boję się, co pokaże wynik? Zawsze się boję. Teraz, w trakcie korzystania z Optune może jestem trochę bardziej spokojny, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się strach. Obserwuję też siebie i widzę, że dobrze się czuję, nie mam żadnych zmian w moim codziennym zachowaniu, funkcjonowaniu.
Ze strachem radzę sobie na różne sposoby. Czasami idę na długi spad do lasu. Czasami słucham ulubionej muzyki, włączam sobie jakiś film albo serial. Staram się nie myśleć o chorobie. Koduję sobie w głowie, że będzie wszystko dobrze i w tym i tego się trzymam.
Ile kosztuje leczenie glejaka?
Już samo bieganie od specjalisty do specjalisty trochę kosztuje, bo są to przeważnie prywatne wizyty, żeby przyspieszyć leczenie. Dodatkowo ważna jest dla mnie suplementacja. Kosztuje też zmiana nawyków w życiu, które pomagają się wzmocnić, przygotować do leczenia, podobnie jak rehabilitacja, dojazdy.
Zdecydowaliśmy się założyć zbiórkę. Wiele mnie to kosztowało. Proszenie o pomoc jest dla niektórych czymś naturalnym, dla innych czymś wstydliwym. Pewnie wszyscy chcielibyśmy być po tej drugiej stronie i pomagać. Nie spodziewałem się nigdy, że znajdę się w takiej sytuacji, że będę potrzebował pomocy. Samo przygotowanie opisu zbiórki wiązało się z wylaniem wielu łez. Teraz wiem, że nie ma się czego wstydzić. Trzeba schować dumę do kieszeni, bo to jest zapewnienie sobie realnej pomocy.
Wspierało mnie silne grono, zaczynając od pracodawcy, przez rodzinę, najbliższych przyjaciół, znajomych i dalekich znajomych lub osoby, które jakoś dowiedziały się o zbiórce. Wszyscy, którzy udostępniali zbiórkę, naprawdę pomogli mi w tym ciężkim okresie. Bardzo im dziękuję. Zdarzało się, że zgłaszały się z pomocą osoby, które mówiły, że trafiły do mnie, bo ktoś tę zbiórkę udostępnił. Dostawałem porady osób, które miały w rodzinie kogoś, kto się mierzył z glejakiem, z takim lub podobnym problemem i potrafiły wskazać drogę, kontakt do lekarza, podpowiadały, jakie pytania należy zadać onkologowi. Mam przyjaciela, który jest żołnierzem i przywoził różne pamiątki z misji, żeby je udostępnić w licytacji do zebrania środków na leczenie.
Po zakończeniu badań, gdybym chciał korzystać z urządzenia Optune, będę musiał opłacić je z własnych środków. To też jest cel zbiórki.
Nie tylko wsparcie finansowe
Dostawałem też pozytywne sygnały, że ktoś zna kogoś, kto przez tę chorobę przeszedł. Otrzymywałem plany pomocy, wytyczne, dokąd jechać, z kim się konsultować. Kilka osób zaproponowało, że jeśli sam nie będę mieć czasu, to oni zadzwonią, poszukają, doczytają.
Część osób po prostu wie coś ważnego, np. jeśli nie możesz spać, to skonsultuj się z kliniką leczenia bólu. Klinika bardzo mi pomogła, podobnie jak wsparcie specjalistów, psychologów i psychiatrów. Pomoc psychologiczną akurat zapewnił mi i rodzinie pracodawca, to naprawdę fajne zachowanie. Gdyby nie pomoc specjalistów, psychiatrów, psychologów, nie byłbym teraz w takiej dobrej formie, jak jestem: uśmiecham się, mogę rozmawiać o glejaku.
Od koleżanek, kolegów z pracy otrzymałem naprawdę bardzo dużo wsparcia. Zaczęło się od tego, że nie zbagatelizowali moich objawów, wezwali pogotowie, bo ja byłem gotowy wsiąść w samochód i jechać do domu.
Nawet takie SMS-y, wysłanie mema, wyciągnięcie mnie na pizzę, odwiedziny w szpitalu mogą odciągnąć myśli od choroby, podnieść na duchu.
Kampania „Diagnoza: glejak. Poznaj. Zrozum. Działaj”
Jeśli Ty lub bliska Ci osoba choruje na nowotwór, sprawdź artykuły w naszej Bazie Wiedzy o Raku.
Kampania „Diagnoza: glejak. Poznaj. Zrozum. Działaj” jest realizowana przy wsparciu firmy SERVIER.




